Badi, ci których nie ma
Jest ich niewielu, jak na populację świata, nawet jak na populację niespełna 30-to milionowego Nepalu to zupełnie nielicząca się, pozbawiona znaczenia grupa. Różne źródła podają rozmaite liczby, od 40 do 60 tysięcy dusz, dusz zamkniętych w magicznym kręgu niemocy, nędzy i okrutnego przeznaczenia.
Ludzi badi niełatwo policzyć, bo większość z nich nie posiada żadnych dokumentów. Żeby otrzymać nepalski dowód osobisty, trzeba znać imię ojca, a większość dzieci badi nie zna ani ojca, ani jego imienia. Są dziećmi grzechu. Od wielu pokoleń kobiety badi skazane są na wykonywanie jednego tylko zawodu – zawodu prostytutki. W dzisiejszych czasach słowo badi jest już niemal zupełnym synonimem dziwki, co jest jedynie kroplą w morzu krzywd i upokorzeń.
Badacze z obszaru antropologii i socjologii nie są zgodni ani co do czasu, w którym pojawiła się ta najbardziej pogardzana i najbardziej niedotykalna spośród niedotykalnych „kasta”, ani co do miejsca, z którego ludzie badi przybyli. Niektórzy mówią, że pojawili się jeszcze przed naszą erą, inni, że w pierwszych wiekach, jeszcze inni ustalają czas zaistnienia badi na nepalskiej ziemi na XVI-XVIII wiek, co wydaje się najbardziej prawdopodobne. Bez wątpienia przybyli z Indii, sprowadzeni przez jakiegoś lokalnego władcę. Bo badi byli pierwotnie kastą grajków, tancerzy, pieśniarzy i innych „artystów estradowych”, którzy sprzedawali swoje usługi na dworach możnowładców i lokalnych królików, ciesząc się przy tym znacznym poważaniem. Atrakcyjne tancerki stały się wkrótce eleganckimi kurtyzanami, a niektóre z nich faworytami i konkubinami władców i feudałów. I, pomimo że badi wciąż grali i tańczyli, świadczenie usług seksualnych stawało się powoli głównym zajęciem ich kobiet. Póki istniały lokalne dwory królewskiego planktonu, a obyczaj społeczny uwzględniał istnienie prostytucji i sankcjonował utrzymywanie konkubin, ludziom badi wiodło się całkiem nieźle, pomimo, że ich jati (kasta) zajmowała jeden z najniższych szczebli drabiny społecznej. Jednak czasy się zmieniły, upadły dwory, konkubiny wyszły z mody i badi niemal z dnia na dzień trafili na ulice. Pozbawieni wszelkich praw, formalnej tożsamości i dochodów, zaczęli zarabiać jako grajkowie uliczni, żebrać i uprawiać prostytucję bardziej egalitarną. Dziewczęta badi z eleganckich kurtyzan przekształciły się w zwykłe ulicznice.
Badi zamieszkują głównie tereny środkowego zachodu kraju, ale mniejsze ich grupki można spotkać w sąsiedztwie niemal wszystkich większych skupisk ludzkich. Posługują się głównie językiem nepali i w większości (ponad 85%) wyznają hinduizm. Sporo badi przeszło, przynajmniej formalnie, na chrześcijaństwo, do którego, bardziej niż przesłanie duchowe, przyciąga ich idea równości i zaprzeczenie kastowości. Badi są mniejszością wśród swoich, bo choć posługują się tym samym językiem i czczą tych samych bogów, nie ma dla nich miejsca w społeczeństwie. Nie wolno im przekraczać progu domów innych ludzi, wspólnie z innymi spożywać posiłków, dotykać ludzi i należących do nich rzeczy, korzystać ze wspólnej wioskowej studni. Nic im nie wolno. Nie ma dla nich pracy, ze względu na brak dokumentów stwierdzających tożsamość nie biorą udziału w wyborach, nie mogą zdobyć zawodu, prawa jazdy, nieliczni tylko korzystają z edukacji, zwykle w szkołach prowadzonych przez misjonarzy lub organizacje pozarządowe. Czynne zawodowo prostytutki stanowią 15 % populacji badi. Być może lub prawdopodobnie, bo jeśli chodzi o badi statystyki bywają złudne.
Badi żyją w nędzy. Ich gliniane chaty wyglądają żałośnie, nie tylko ze względu na biedę, ale chyba i dlatego, że panuje tu atmosfera opuszczenia, beznadziejności i „wyklęcia”. Niedotykalni, parszywi, brudni i źli. Dziewczęta zaczynają „pracować” w wieku około 10 lat, często jeszcze przed pierwszą menstruacją. Idą na ulicę, bo są przekonane, że tak ma być, że jest to normalna kolej rzeczy, bo tak pracowała mama, tak pracowała babcia. Łykają łzy bólu i upokorzenia, bo wiedzą, że od przyniesionych przez nie pieniędzy zależy byt reszty rodziny. Za usługę dostają w przeliczeniu od 70 centów do 3 dolarów. Gdyby taka dziewczynka znalazła się nagle w szkole, w ławce, z zeszytem w ręce, pomyślałaby, że trafiła na inną planetę. Na jej planecie dziewczynki nie chodzą do szkoły. Dziewczynki często uczą się tańczyć i śpiewać, ale najczęściej uczą się pokornie przyjmować różnych „panów” i spełniać ich zachcianki.
Jeden z paradoksów Indii Szerokopojętych: badi są brudne, nieczyste rytualnie, niedotykalne, co nie przeszkadza mężczyznom z wyższych kast dotykać ich jak najbardziej wszechstronnie i cieleśnie. Dotykanie niedotykalnej prostytutki nie wydaje się im bynajmniej być dotykaniem. Nie przeszkadza potem dotykać czystej rytualnie żony, składać czystej ofiary na czystym domowym ołtarzyku. Hipokryzja to jedna z cech najlepiej charakteryzujących ludzkość.
Zarówno prawo jak i konstytucja Nepalu nie tylko nie popierają podziałów kastowych, ale ich zakazują, również prostytucja jest nielegalna i penalizowana. Prawo sobie, życie sobie. A jeśli ktoś dokucza niedotykalnym prostytutkom, to zdecydowanie częściej niż policja robią to lokalne ciała społeczne, rozmaite „komitety” i „grupy szturmowe” złożone z wsiowych świętoszków. Oni nie żartują. Oni nie chcą tych brudnych kobiet w swojej wsi, przy swojej studni. Oni torturują, biją do nieprzytomności, demolują chaty. Nie chcą w swoim sąsiedztwie takich badi, nawet jeśli ci badi nie uprawiają prostytucji, a wynajmują się do dorywczych prac, zbierają trawę dla bydła i próbują uczciwie zarabiać na ubożuchne życie. Nawet od takich „komitety” pobierały „opłaty moralnościowe” konfiskując ciężko zarobione grosze. Neighbourhood Improvement Committee i Action Committee to dwie spośród wielu podobnych „sąsiedzkich” organizacji, które postanowiły wykorzenić zło, wyeliminować narkotyki, prostytucję i inne przejawy braku poszanowania moralności poprzez prześladowanie badi, tych złych, tych innych. Wielu badi, na skutek prześladowań, musiało odejść ze wsi i miast i udać się na tułaczkę w poszukiwaniu lepszych miejsc. Ale dla badi nie ma lepszych miejsc. Dla badi jest tylko pogarda i społeczny niebyt.
Z każdego piekła można się wydostać. Przynajmniej teoretycznie. Oddolne społeczne ruchy badi są coraz bardziej aktywne, kobiety organizują się i ruszają na stolicę. Żądają swoich praw. Wyszarpują z ciasnej społecznej gardzieli edukację, kształcą się i uciekają z zaklętego kręgu. Nieliczne, ale te nieliczne nie zapominają o tych, którzy pozostali w nędznych osiedlach na obrzeżach miast i wiosek, o kobietach, mężczyznach i dzieciach, którzy nie istnieją w ewidencjach ludzkości, a przecież każdy z nich jest kompletnym światem, pełnym bogów, demonów i marzeń.
-
Miejsca z naszych tras
- BANGLADESZ
- BHUTAN
- INDIE Złoty Trójkąt
- INDIE Południowe
- INDIE Północne
- NEPAL
- SRI LANKA
Informacje praktyczne
- UBEZPIECZENIE
- WIZY
- Indie Szerokopojęte - ogólne
- info praktyczne - Indie
- info praktyczne - Nepal
- info praktyczne - Sri Lanka
Dowiedz się więcej
- o kulturze i obyczajach
- o świętach i festiwalach
- o ciekawych miejscach
- od kuchni
- teksty różne